czwartek, 8 maja 2014

la roche posay anthelios xl, spf 50

Moja przygoda z tym kremem zaczęła się bardzo dawno temu.
Był jednym z pierwszych ,,filtrów,,, które wpadły w moje ręce .
Podczas mojej pierwszej kuracji TriAcnealem szukałam czegoś co ochroniło by moją twarz przed słońcem.
.
Na jego zakup zdecydowałam się dzięki filmikom na YouTube . Dziewczyny bardzo go chwaliły,  więc postanowiłam wypróbować. Znalazłąm  go w promocji za 10 funtów.


.

Krem znajduje się w białej tubce o pojemności 50 ml. Wykonana jest z miękkiego plastiku dzięki czemu nie miałam problemów z wydobyciem produktu. Dopiero przy końcu musiałam rozciąć tubkę, by wydostać resztki. Co się okazało? Tych ,,resztek,, było całkiem sporo, wystarczyły na ok dwa tygodnie  używania.

Zamknięcie typu ,,klik,, wyposażone w dziurkę o idealnym rozmiarze.
Dzięki niej dozowanie kremu jest łatwe i przyjemne :)
Opakowanie typowe dla firmy LRP, przypomina mi nieco produkty apteczne (maści itp)


Krem ma biały kolor i dość gęstą konsystencję. Jest bardzo wydajny.
 Trzeba rozprowadzać go bardzo szybko ponieważ ,,zastyga,, . Musiałam uważać aby nie narobić smug. Często zbierał się w zmarszczkach mimicznych lub pod oczami. Na początku myślałam, że nakładam go za dużo, ale nawet jeśli nałożyłam bardzo mało po jakimś czasie miałam białe kreski pod oczami...

Produkt miał być bez zapachowy,  ja jednak czuję coś chemicznego...plastikowego. Nie wiem do czego mogła bym porównać ten zapach,  na pewno nie jest on przyjemny przyjemnego. 
Na szczęście nie jest zbyt intensywny i utrzymuje się bardzo krótko.
Krem ,,bieli,, skórę. Twarz po aplikacji była blada jak ściana. Nawet jeśli dobrze go rozsmarowałam był widoczny. 
Kiedyś kolega zapytał czy jestem ,,nie wyspana,, bo bardzo blado wyglądam . To była zasługa właśnie mojego kremu :)
Pozostawiał dziwny tłusty film, moja buzia świeciła się po nim jakbym wysmarowała ją smalcem.  Dość wolno się wchłaniał...czasami zastanawiałam się czy w ogóle to robi? Przez cały czas czułam, że mam ,,coś,, na twarzy.
Nie próbowałam nakładać na niego makijażu, ponieważ nie wyobrażam sobie nałożenia czegokolwiek na tak tłustą buzię...fuj!
Na lato zdecydowanie się nie nadawał więc odstawiłam go na jakiś czas. Drugą szansę dostał dopiero zimą, kiedy ponownie używałam kwasów.


O dziwo sprawdzał się o wiele lepiej. Filtr, który pozostawiał działał jak ,,warstwa ochronna,,. Moja skóra podrażniona kwasami właśnie czegoś takiego potrzebowała. Zabezpieczał ją też przed szkodliwymi wpływem warunków atmosferycznych (deszcz, wiatr, zimno).
W tym czasie nawet go polubiłam i zużyłam do końca.
Ponieważ moja skóra w tym okresie była mocno przesuszona nie świeciła się tak bardzo jak w lecie i jeszcze dało się to znieść.




Nie zapychał ani nie uczulił. Czasami miałam nawet wrażenie, że koi moją podrażnioną skórę.
Nie wiem czy jeszcze do niego wrócę. Zużyłam go ale nie było efektu ,,wow,,.
Zdecydowanie wolę lżejsze kremy, które nie pozostawiają tłustego filmu.

8 komentarzy:

  1. ja również wolę lżejsze kremy, tego nie miałam, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. też muszę kupić jakiś duzy filtr, bo stosuję tonik kwasowy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wstyd się przyznać, ale na co dzień, nawet w lato nie stosuję kremu z filtrem...jakoś nie po drodze mi z nimi...kiedyś pani w aptece namawiała mnie na antheliosa, ale tak namiętnie, że się nie skusiłam...teraz chcę się w końcu przemóc i zacząć się "chronić", ale po wielu recenzjach chyba sięgnę po filtr z Vichy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dokladnie tak samo, nigdy nie stosowalam takiego kremu. Mam jakies probki wiec sprobuje ale watpie zeby milosc z tego byla :/

      Usuń
  4. oho! swietna recenzja! dziekuje !

    www.thegrisgirl.blogspot.com.es

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej kochana:) widze że lubisz rozdania:) więc zapraszam do siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. zapraszam do mnie na bloga gdzie zgromadzone są rozdania makijazowe: http://rozdaniaikonkursy.blogspot.com/
    Zapraszam do obserwowania, będziesz na bieżąco z konkursami ;))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedzenie mojego bloga i zapraszam ponownie :)